Słowa, które mają smak. Literatura od kuchni

Książki o jedzeniu bywają różne. Są takie do czytania przed snem. Są też takie, w których bardziej niż o przepisy chodzi o edukację, podpowiedź, inspirację. Czasem ważniejszy od zawartości jest lans wizerunku autora z okładki. Ale pośród książek jest jeszcze jedna grupa – takich, które pokazują jak wielką tajemnicą jest karmienie ludzi.

Wydawałoby się, że między światem słowa a światem smaku istnieje przepaść. Ale jest ona tylko pozorna: słowa potrafią podkręcać smak, zaostrzać apetyt. „Uczta Bebette” Karen Blixen, „Przepiórki w płatkach róży” Laury Esquivel i „Zupa z granatów” Marshy Mehran to książki, które zawsze mam w pobliżu. Trzy kobiety. Trzy kucharki. Trzy historie. Choć różne, wiele je łączy.



Bohaterką tytułowego opowiadania ze zbioru Karen Blixen jest Babette Hernas, ex-szefowa kuchni w słynnej paryskiej Café Anglais. Ucieka przed represjami po upadku Komuny Paryskiej i trafia do domu dwóch starych panien we wsi nad norweskim fiordem. Niespodziewanie w loterii wygrywa oszałamiającą sumę pieniędzy. Od początku wie co z nimi zrobić. Przygotowuje niezwykłą ucztę, która staje się rytuałem. Niektórych z gości Babette odmieni na zawsze.

Kolejną kobietę spotykamy w „Przepiórkach w płatkach róży”. Powieść to historia miłosnego dialogu między Titą a Pedrem. Mimo wzajemnej miłości rodzinna tradycja uniemożliwia im bycie ze sobą. Każdy rozdział powieści, rozpoczynający się przepisem, pokazuje jak dobór konkretnych składników może być źródłem ekspresji. W jednej ze scen Pedro podarowuje Ticie róże. Ona nie może ich zachować, dlatego by pokazać jak są dla niej ważne, przygotowuje tytułową potrawę – przepiórki w płatkach róży. Bajka? Pewnie. Ale jaka piękna.


To, że za pomocą jedzenia można się komunikować pojęły również trzy irańskie siostry, bohaterki „Zupy z granatów”. Przekonują do siebie nieufnych mieszkańców irlandzkiej wsi, otwierając restaurację. Udowadniają, że jedzenie może zbliżać ludzi i przenosić do innych przestrzeni, być podróżą. Czasem w głąb samych siebie, czasem – w przeszłość.

Na co dzień jemy odruchowo. Lektura tych książek jest dla mnie wyjściem z kuchennego realu.

W każdej z nich chodzi o tę samą sprawę. O to by śniadania, obiady i kolacje nie były tylko rodzinnym cateringiem, a określenie „kucharka” brzmiało dumnie. Słowa mają smak.

Czy chcesz dostawać info o nowych wpisach?

Trwa ładowanie komentarzy...